P.O. Box 985

Elfers, Fl 34680

„Chcemy, aby lokalne władze zaczęły dostrzegać Polonię”

Reprezentowanie interesów półmilionowej Polonii na Florydzie, wzmacnianie jej znaczenia

w społeczeństwie i organizowanie polonijnych wydarzeń – to główne cele, jakie sobie stawia Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy. Oficjalnie organizacja została zarejestrowana 16 lutego 2016 roku, a 22 października w Clearwater odbyło się Walne Zebranie Członków oraz wybory Zarządu.

Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy powstał z inicjatywy niewielkiej polonijnej grupy założycielskiej zamieszkującej w St. Petersburgu, Tampie, Clearwater i New Port Richey. Co prawda wiele lat temu wielki polski patriota prof. Z. Wesołowski z Miami uruchomił oddział Kongresu Polonii Amerykańskiej

na Florydzie, ale kilka lat temu organizacja praktycznie umarła śmiercią naturalną.

Prof. Wesołowski wielokrotnie dzwonił do Wiesława Waltera Gołębiewskiego – prezesa Światowej Rady Badań nad Polonią – i namawiał go, żeby uruchomić oddział Kongresu. W końcu Gołębiewski podjął pozytywną decyzję. Sam został też prezesem organizacji.

O powstaniu Kongresu Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy, jego planach oraz wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, „Biały Orzeł” rozmawia z prezesem organizacji – Wiesławem Walterem Gołębiewskim.

„Biały Orzeł”: Wydaje się, że Kongres Polonii Amerykańskiej najlepsze lata ma już za sobą, ale na Florydzie postanowił pan wskrzesić jego oddział.

Wiesław Walter Gołębiewski: Jeśli chodzi o Kongres Polonii Amerykańskiej, to co byśmy nie mówili o jego dzisiejszym stanie, to jednak jest on najbardziej znany z polonijnych organizacji władzom amerykańskim, i to zarówno lokalnych, jak i stanowych. W związku z tym tworzenie jakichś nowych organizacji nie ma sensu, więc doszedłem do wniosku po rozmowie z prof. Wesołowskim, że faktycznie trzeba wskrzesić działalność Kongresu na Florydzie. I rzeczywiście, w Sekretariacie Stanu Florydy już w lutym br. zgłosiliśmy rejestrację, a później wszystkie wymagane dokumenty przesłałem do głównej siedziby w Chicago. Długo to trwało, bo w tym roku były wybory, ale pod koniec września otrzymaliśmy zgodę. Formalnie więc Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy został ustanowiony pod koniec października. 

Czy Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy zdążył się zaangażować w wybory prezydenckie? Internet obiegło zdjęcie Donalda Trumpa z Polakami z Florydy. Czy to byli wasi przedstawiciele?

To byli przedstawiciele Kongresu, niektórzy nawet tego dawnego. W Miami pewna grupa spotkała się z nim na pokładzie jego samolotu. Kilka nazwisk bezpośrednio łączy się z Kongresem Polonii, który działał na Florydzie pod przewodnictwem prof. Wesołowskiego. Myślę, że mają oni nawet prawo do używania tytułu przedstawicieli Kongresu Polonii Amerykańskiej. Ale gdyby pan zajrzał w rejestr Sekretarza Stanu Floryda, konkretnie istniejących, aktywnych organizacji, to praktycznie nasza organizacja – Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy – jest na dzień dzisiejszy jedynym reprezentantem Kongresu. Ale ja bardzo szanuję kolegów

i koleżanki z Miami i mam nadzieję, że oni też stworzą, tak jakby odnowią, swoją działalność. Ale szczerze mówiąc, nie śledzę tego aż tak szczegółowo.

Prowadziliście jakieś działania polityczne?

Były trzy spotkania, w których jednoznacznie prosiliśmy o udział w wyborach, ponieważ nam chodzi o to, aby władze lokalne zaczęły dostrzegać działalność Polonii na Florydzie. Ale jak pan zapewne świetnie wie, trudno było tutaj dawać jakąś ściągawkę, kto na kogo ma głosować, bo to są po prostu indywidualne kwestie...

Ale Kongres Polonii Amerykańskiej poparł oficjalnie Donalda Trumpa...

Oczywiście. Ja, będąc z natury konserwatywnym z filozofii człowiekiem, również głosowałem na Trumpa. Podobnie jak moja żona. Moi przyjaciele z mojego środowiska na pewno wiedzieli, że nasza organizacja w dużej mierze jest za takim realnym działaniem, jeśli chodzi o konieczne zmiany w Stanach Zjednoczonych. Ale takiej działalności „głosujcie tylko na Trumpa” nie było – zachowywaliśmy tę demokratyczną formę. Było natomiast dużo ciekawych wystąpień, w których wprost mówiliśmy, że Ameryka potrzebuje wrócić na konserwatywną drogę działania w gospodarce i życiu codziennym. Jeśli sprawy gender czy globalnego ocieplenia mają być najważniejszymi tematami prezydenta i rządu Stanów Zjednoczonych, to można sobie postawić szereg znaków zapytania, dokąd tą drogą można dojść? Jeżeli brakuje miejsc pracy, jeśli dług wzrósł dwukrotnie do 20 trylionów, to widać, gdzie są prawdziwe problemy...

Czy zwycięstwo Trumpa to jest dobra wiadomość dla amerykańskiej Polonii i Polski? Czego się możemy spodziewać? Czy zrealizuje obietnice?

Jak zwykle w polityce trudno jest wszystko zrealizować. Babcia Trumpa była Polką urodzoną we Lwowie i już

w 1920 roku jako patriotka walczyła w obronie Lwowa. Później przybyła do Stanów Zjednoczonych i poślubiła dziadka prezydenta-elekta, więc już patrząc na korzenie rodziny, sądzę, że Trump wie trochę więcej o Polonii niż o innych nacjach. Ja osobiście jestem optymistą. Uważam, że ta propaganda wyborcza, którą żeśmy przeżywali przez ostatnie miesiące, że on będzie się rzucał na szyję Putinowi, to była właśnie propaganda. Ja miałem okazję poznać Trumpa w latach 80. XX wieku, kiedy, pracując w managemencie sportowym, uruchomił taką wielką imprezę sportową – Tour de Trump w Ameryce. Akurat mój zawodnik wygrał etap w Nowym Jorku i Trump zaprosił nas na kolację. Niewiele miał czasu, ale spędził z nami jakieś pół godzinki. Poznałem go wtedy jako normalnego, naturalnego, nie zadzierającego nosa człowieka. Szczerze mówiąc od razu mi się spodobał. Ja myślę, że to bardzo dobry wybór dla Polski. Trump, nawet jeśli się jeszcze w pełni nie orientuje, to potrafi sobie znaleźć dobrych doradców. Mamy w Ameryce wielu bardzo wartościowych generałów, którzy dokładnie wiedzą, kto to jest Putin i jak daleko można mu ufać. Na pewno Trump nie będzie robił żadnych resetów czy appollogies tours, bo to nie jest w jego naturze ani charakterze. Na pewno gorzej być nie może niż było to za prezydenta Obamy, gdy 17 września w Europie oficjalnie zrezygnował z budowy tarczy antyrakietowej w Polsce.

Badań żadnych nie ma, ale jak Pan myśli – czy Polonia miała duży udział w zwycięstwie Trumpa?

Słusznie pan zauważył, że nikt takich badań socjologicznych nie przeprowadził, ale myślę, że część Polonii też się budzi i zaczyna widzieć, że pustosłowie, z jakim mieliśmy do czynienia przez ostatnie 8 lat, do niczego dobrego nie prowadzi. Wokół obietnic nie ma co krążyć. Ja znam z naszego środowiska bardzo wiele osób, które zmieniły swoje spojrzenie na rzeczywistość polityczną. Byli przez wiele lat absolutnie za Demokratami, a dziś zagłosowali na Trumpa. Mam nadzieję, że nasza Polonia otworzy oczy i dostrzeże, że dzisiejsi Demokraci to nie są ci sami Demokraci co za czasów Kennedy'ego. Dla mnie jego era zakończyła takie w miarę niezłe wartości i spojrzenia Partii Demokratycznej. Wtedy różnica między Republikanami a Demokratami sprowadzała się głównie do socjalnego podziału budżetu, natomiast w sprawach międzynarodowej polityki, edukacji czy szkolnictwa była niemalże jednomyślność. Myślę, że gdy ktoś logicznie pomyśli o amerykańskiej polityce, to przyzna rację, że czas na zmiany, na wrócenie do podstawowych ekonomicznych tematów i projektów, bo nie może być tak, żeby nie było pracy, żeby przemysł nam odjeżdżał z Ameryki. Na dłuższą metę taka potęga z ponad 330 mln obywateli

w ten sposób nie pociągnie. Myślę, że Trump nam tę gospodarkę, szczególnie małego i średniego biznesu, uratuje.

Powiedział Pan, że gorzej niż za prezydentury Obamy być już nie może. Kiedyś minister Radosław Sikorski powiedział, że sojusz polsko-amerykański jest nic nie warty. Czyli miał rację?

Ja mówię o okresie rządów Donalda Tuska w Polsce. Wtedy był układ bardziej globalny, a nie interesu narodowego Polski. Administracja Obamy, szczególnie sekretarz stanu Hillary Clinton, zrobiła duże szkody we współpracy NATO z Polską. Wiemy, że NATO jest głównie finansowane przez Stany Zjednoczone, w związku

z tym, kiedy Obama zaczął przymilać się Putinowi i Moskwie, a pani Hillary przybyła tam robić reset, to wiadomo, że sprawy polskie zaczęły absolutnie tracić na wartości.

Myśli Pan, że będzie jakaś szczególna chemia między Trumpem a polskim rządem?

Jestem prawie przekonany o tym, że Trump będzie dbał o najlepszych przyjaciół Stanów Zjednoczonych

i najlepszych partnerów, a Polska zawsze do tej grupy należała. Oczywiście trudno jest powiedzieć, jakie będą pierwsze i kolejne kroki w polityce zagranicznej, ale myślę, że dla Polaków sytuacja będzie zdecydowanie lepsza, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo i współpracę w ramach NATO.

Jakie są najbliższe plany Kongresu Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy? Wiemy, że planujecie zorganizować spotkania z senatorami na Florydzie.

Tak. To będzie pierwszym punktem. Planujemy spotkanie m.in. z senatorem Marco Rubio. Rolą Kongresu jest być dobrym adwokatem spraw polonijnych i spraw polskiej mniejszości narodowej wobec władz amerykańskich, i globalnych i lokalnych, jak również wobec władz Rzeczypospolitej. Mamy tu często wizyty ministrów, wiceministrów i chcemy, aby oni też zrozumieli, jak funkcjonuje Polonia i jakie są potrzeby w zakresie edukacji czy wymiany kulturalnej.